Published on [Permalink]
Reading time: 2 minutes
Posted in:

Wiatr

Zrywa się ten wiatr i zrywa. Który to już miesiąc, szósty? Siódmy. Niby długo. A ja jestem niecierpliwy i już nie chce mi się czekać. Na to zrywanie.

A może już ten wiatr się zerwał dawno temu. I wieje, popycha nas, sami nie wiemy gdzie. W tej sytuacji do wiatru nie można mieć żadnych pretensji. Jeśli ktoś tu zawinił to my. Wiatr jest bez winy.

Wbrew pozorom, kilka miesięcy temu było prościej. Był rozkaz: siedź w domu. Był cel: zaszczep się. Nie wiem czy kiedyś mieliśmy wszyscy tak prosty, wspólny cel na życie.

Nie wszyscy, oczywiście. Cześć z nas wybiera klapki na oczy. I tak sobie w ciemności siedzi.

W sumie to wszyscy mają klapki. Różne klapki, ale wciąż klapki. Taka dola ludzka.

Bo bez klapek to byłoby samo światło. A to by było za proste.

Słyszałem kiedyś, jak ktoś przedstawia się jako Natrętny Optymista. Natrętny wobec samego siebie, ma się rozumieć. W innym przypadku takie przedstawienie często mogłoby się kończyć natychmiastowym pożegnaniem.

Ta osoba była optymistą akurat w dziedzinie zmiany klimatu. I jej natrętny optymizm skupiał się głównie właśnie na tym temacie. Ja sobie wtedy pomyślałem: co gdyby być optymistą w temacie życia? Że ten wiatr zawsze będzie wiał. I że zawsze będziemy wiedzieć skąd.

Dzisiaj. Ale nie tylko dzisiaj - praktycznie zawsze, jest to wiatr zachodni. Oczywiście jest wytłumaczenie naukowe. Bla bla bla bla. Skoro wieje z zachodu, to chce nas pchnąć na wschód. On nas wraca. Taki wiatr zawracający. Zawrotny.

Siedzę sobie na Kopcu Kraka. Raczej pod. Biorę głęboki oddech.

My wiemy kim jesteśmy. Wiemy lepiej niż wielu innych. Mamy to. Wiemy kim będziemy, nawet jeśli sporo z nas nie chce się do tego przyznawać.

Czego nie wiemy - i nad czym musimy się zastanowić, to jak bardzo nam zależy nad tym, żeby wiatr wiał. Bo on nie musi. Wolna wola. Ale bez niego?

Wtedy będziemy martwi.

Reply by email